We dwoje w Krakowie

Podróże małe i duże…

Walentynki, dzień kobiet itp. okazje, to świetny pretekst, by wspólnie wybrać się w jakieś fajne miejsce i spędzić razem czas. Stąd też dzisiejszy post – we dwoje w Krakowie. Od mojej wyprowadzki z Krakowa minęły już prawie cztery lata, więc najwyższy czas wrócić na stare śmieci i sprawdzić, co się zmieniło, a co nie.

POLUB MNIE NA:

Facebook / Instagram / Twitter

We dwoje w Krakowie

Pozytywy.

Coś dla smakoszy piwa – House of Beer. Świetne miejsce z klimatem i sporym wyborem piw z Polski i Europy.

Stara prowincja jak zwykle spisała się na medal. Pyszna gorąca czekolada z bitą śmietaną smakuje wciąż tak, jak za dawnych lat. Poza tym, klimat tego miejsca i miła obsługa robią swoje, zawsze warto tam wrócić.

Kolejne miejsce, które jest stosunkowo nowe na mapie Krakowa i które mogę polecić, zwłaszcza tej części osób, które również mają ochotę potańczyć to Plac Nowy 1. I choć dyskoteka na Kazimierzu, może wzbudzać małe kontrowersje, to warto się tam wybrać, chociażby ze względu na duży parkiet, dobre oświetlenie i wystrój lokalu.

I na koniec coś dla tych, którzy lubią zjeść smacznie i dużo, za stosunkowo niewielkie pieniądze. Kuchnia domowa Babci Maliny wciąż serwuje nam smaczne i duże porcje w przystępnej cenie.

 

Małe rozczarowania.

Pokój zarezerwowałam bardzo spontanicznie przez Booking.com. Wybrałam stylowo urządzone miejsce w samym sercu Kazimierza – Miodostynia Apart Hotel. Przynajmniej tak mi się wydawało. Niestety, jak się później okazało wiele informacji podanych na stronie było nieprawdą. Podobnie w kwestii wystroju nie obyło się bez rozczarowań. Zamiast przytulnych belek, obrazków na ścianach tworzących klimat, małżeńskiego łóżka i ustawnej łazienki dostaliśmy pusty, mało przytulny pokój na parterze ze złączonymi łóżkami, które oczywiście się rozsuwały i łazienką niewyposażoną w żadną półeczkę na rzeczy osobiste, oraz prysznic z materiałową zasłonką, który był w takim miejscu, że dosłownie stykał się z toaletą.

Kolejnym rozczarowaniem okazały się krakowskie zapiekanki u Endziora, które już nie smakują tak jak dawniej. Nie różnią się wręcz od tych wszystkich sklepowych, smutne ale przeszła mi na nie ochota na kilka następnych lat.

I na koniec babeczki z Cupcake Corner Bakery, kiedyś były dużo smaczniejsze, tańsze i leciutkie, a po tych, które kupiliśmy podczas naszej ostatniej wizyty pozostał tylko niesmak.

To by było na tyle, ciekawa jestem Waszych opinii na temat wskazanych zdań, jeśli macie jakieś uwagi, koniecznie dajcie znać w komentarzach.

  • Barbara Posłuszna

    Ja uwielbiam Kraków, ale tylko na chwilę. Po dłuższym czasie przytłacza mnie jego pęd. Do Kazimierza za to mam słabość. Odkryłam dopiero 3 lata temu ;)

  • U mnie jest tak, że jednocześnie kocham Kraków i nienawidzę. Są miejsca, które ubóstwiam i takie, które mnie odpychają. Lubię się tam wybrać raz na jakiś czas, bo mam nawet blisko, ale nie potrafiłabym tam zamieszkać na stałe. Co do pokoju, to faktycznie nie zrobił najlepszego wrażenia. Dobrze, że hasło „nieważne gdzie, ważne z kim” jest nadal aktualne i podtrzymuje człowieka na duchu w takich sytuacjach.

  • Sandra

    Pokój faktycznie nie powala, na ich stronie wygląda dużo ciekawiej. Ale mimo to, fajne są takie wypady, a co do zapiekanek to bardzo mnie zgdziwiła twoja opinia :/