Wakacje we Włoszech – Rimini

Pociągiem do Rimini.

Niedzielny poranek w Cattolice zaczął się deszczowo, więc postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę do Rimini. Podczas zwiedzania taka pogoda nawet nam odpowiada, więc bez zastanowienia, zaraz po śniadaniu sprawdziliśmy połączenia komunikacyjne i ruszyliśmy w drogę. Zdecydowaliśmy się na podróż pociągiem, bez problemu kupiliśmy bilety, które skasowaliśmy w kasowniku, oczywiście podglądając innych ludzi. U nas jeszcze rzadko spotyka się kasowniki na peronach, choć z tego co pamiętam na linii Gdańsk – Gdynia jest to powszechne.

POLUB MNIE NA:

Facebook / Instagram / Twitter

Kolej działa bardzo dobrze, niestety jest mały bałagan w wyświetlanych komunikatach, dlatego wsiedliśmy do włoskiego Intercity i zamiast zatrzymywać się na każdej stacji przejazd zajął nam jakieś 5 minut. Oczywiście nie ominęła nas kontrola i reprymenda, ale jako że jesteśmy turystami konduktor pozwolił nam jechać dalej, przy dłuższej trasie pewnie nie byłoby tak łatwo.

Stacje są czyste, a kasjerzy bardzo mili i pomocni, nawet piszą na karteczce dokładnie co, gdzie, kiedy. Jedyny minus to publiczne toalety, oczywiście słyszałam o tym nie raz, ale widok na żywo robi swoje… Zdecydowanie wolę polskie toalety, nawet ta w Koluszkach jest przyjemniejsza. ;)

Zwiedzanie starego miasta.

Do Rimini dotarliśmy około 11:00, więc wszystko było jeszcze zamknięte, poza tym była niedziela i miasto chyba jeszcze spało. Pierwszy punkt docelowy to ryneczek z katedrą , stara część miasta, która w ogóle nie przypomina stereotypowego, imprezowego Rimini. Tam pojawiło się nieco więcej turystów. Powoli szukaliśmy miejsca w którym coś zjemy lub napijemy się kawy dlatego postanowiliśmy kierować się w stronę zabytkowego mostu.

Most Augusta, zwany też mostem Tyberiusza ma ponad dwa tysiące lat i prowadzi nie tylko do pysznych restauracji, ale przede wszystkim do niesamowitej dzielnicy – San Giuliano, ale o tym za chwilę.

San Giuliano – dzielnica kolorów i murali.

Przechodząc przez most dochodzimy do placu z ławeczkami i od razu skręcamy w prawo. Tam odkrywa się przed nami zupełnie inny świat, dzielnica z włoskich fotografii, pełna kolorów, kwiatów i murali, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, zwłaszcza że nie mieliśmy o tym zielonego pojęcia, bo miasto zwiedzaliśmy bez jakiegokolwiek przewodnika. Będąc w Rimini nie możecie nie zobaczyć tego miejsca, jest po prostu magiczne. Zresztą zobaczcie sami.

Włoski design i street food.

W restauracji, w której jedliśmy lunch – prawdziwe włoskie kanapki czyli Piadine oprócz fantastycznej, otwartej kuchni znalazłam ciekawe rozwiązania architektoniczne. W łazience umywalką był duży garnek, a koszem na śmieci nieco mniejszy, natomiast w kabinie za kosz służył duży kosz wiklinowy a wieszakiem była gałązka przypominająca koralowca, natomiast na ścianach nie zabrakło ciekawych obrazków. Nie wiem jak Wy, ale ja uważam że o jakości restauracji świadczy nie tylko kuchnia i praca kelnerów, ale także to, co nie widoczne na pierwszy rzut oka. W Nud e Crud  było w porządku. ;)

Piadine to takie pszenne placki z nadzieniem podawane na ciepło, trochę jak tortilla, ale fakt iż pochodzą właśnie z prowincji Emilia-Romania sprawia że w Rimini smakowały wyjątkowo. Ja wybrałam wersję z rukolą, szynką parmeńską i białym serem, a Jarek z rukolą, kiełbaską i żółtym serem. Obie były przepyszne! Do tego oczywiście białe wino podawane w karafkach. Na samą myśl robię się głodna…

Nowa część miasta, dzielnica willowa i promenada.

Powoli dobiegamy do końca tego posta, choć jest tak długi, jak długi okazał się nasz spacer. Przeszliśmy tego dnia prawie siedem kilometrów, mimo iż Rimini nie jest zbyt dużym miastem, a my właściwie wciąż kręciliśmy się wokół portu i stacji kolejowej. Idąc w stronę morza mijaliśmy jedyny taki wysoki budynek w mieście, który podobno przygarnęli Azjaci, bo lokalni przedsiębiorcy i mieszkańcy byli przeciwni jego budowie. Cała zabudowa miasta jest raczej niska, wyróżniają się tylko kościoły, diabelski młyn i ten właśnie budynek.

Plaże w Rimini wydają się być szersze i nieco ładniejsze niż w Cattolice, wokół pełno jest restauracji i barów, a ilość turystów 3 razy większa niż na starym mieście. Idąc promenadą skręciliśmy w prawo, gdzie znajduje się ulica willowa, Hotel Grand i oczywiście fontanna z konikami, którą możecie podziwiać na zdjęciach.

To by było na tyle. Mam nadzieję, że wycieczka po Rimini się Wam podobała i że nie zniechęciłam Was do pieszych wędrówek. Swoją drogą, ciekawa jestem jak Wy zwiedzacie. Podróżujecie z przewodnikiem czy na własną rękę? Pieszo, samochodem, czy może lokalnym transportem? Koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach.

  • Kasia Sarna

    Ależ tam pięknie!

  • www.aga-ka.pl

    zazdroszczę! uwielbiam Włochy <3

  • Rewelacyjne zdjęcia. Rimini prezentuje się naprawdę pięknie! :)

  • Asia M.

    Świetne zdjęcia! Toaleta mnie rozwaliła :D:D :D