Karpacz – pomysł na weekend

W miniony weekend wybraliśmy się do Karpacza. Dojazd do tej urokliwej, górskiej miejscowości ze śląska zajmuje około 3 godziny i jest bardzo prosty, większość czasu spędzimy na autostradzie, więc gdy tylko nie ma wypadków i zbyt wielu robót drogowych trasa przebiega dosyć spokojnie.

My wybraliśmy zjazd z autostrady na Kamienną Górę, ale równie dobrze można zjechać kawałek dalej na Jelenią Górę i tamtędy kierować się w stronę Karpacza. Nasza trasa była bardzo malownicza i prowadziła przez  małe miasteczka pełne zielonych łąk, lasów i krętych ścieżek powoli odkrywających przed nami malownicze górskie krajobrazy.

Ogromnym zaskoczeniem dla mnie była olbrzymia ilość pięknie kwitnących przy drodze maków, u nas ten widok bywa już rzadkością.

Karpacz

Górskie wyprawy.

Naszym głównym celem wyprawy było zdobycie najwyższego szczytu Karkonoszy i Sudetów – Śnieżki. Idąc w górę wybraliśmy trasę czerwoną – Główny Szlak Sudecki, prowadzącą przez schronisko nad Łomniczką. Pierwszy etap marszu był bardzo spokojny, a trasa prowadziła przez las, dopiero po dotarciu do schroniska zaczęła się kamienna droga pełna zakrętów i schodków.

schronisko nad łomniczką

Najcięższy odcinek to oczywiście Kocioł Łomniczki, gdzie usytuowano symboliczny cmentarz ludzi związanych z Karkonoszami, którzy zginęli w górach. Na szczęście po wyjściu na górę czeka na nas Dom Śląski, w którym można usiąść, odpocząć i się posilić.

śnieżka

Kolejnym etapem jest wyjście na Śnieżkę, czyli zdobycie naszego celu. Tutaj do wyboru mamy dwie trasy bardziej stromą czerwoną (ok. 25 minut) z łańcuchami, którą wybraliśmy oraz oznaczoną na niebiesko, brukowaną tzw. Drogę Jubileuszową, okrążającą łagodnie północne zbocza góry (ok. 40 minut). Na szczycie czekało na nas piękne słońce, wracając jednak nie było już tak przyjemnie.

Śnieżka

Dom Śląski, szlak na śnieżkę

W kilka sekund pogoda zmieniła się diametralnie, deszcz i grad mimo iż nie trwały długo sprawiły, że zrobiło się zimno i nieprzyjemnie. Na szczęście w górach pogoda potrafi zmienić się również w drugą stronę i po krótkim przystanku na grzane piwo w Domu Śląskim znów mogliśmy ruszyć w drogę.

Nasza powrotna trasa prowadziła Śląską Drogą przez górną stację wyciągu na Kopę, Biały Jar, aż do dolnej stacji wyciągu, gdzie po dojściu do drogi asfaltowej wróciliśmy szlakiem przebiegającym obok skoczni narciarskiej Orlinek do naszego miejsca pobytu.

Śnieżka została zdobyta, ale prowadzą na nią jeszcze inne szlaki, kto wie może za kilkanaście lat wybierzemy się tam ponownie…

Zabytki i atrakcje.

Oprócz chodzenia po górach miasto oferuje nam wiele innych ciekawych miejsc i atrakcji. Będąc w Karpaczu obowiązkowo musicie wybrać się nad Zaporę na Łomnicy i do Świątyni Wang. Jest to  ewangelicki kościół parafialny, przeniesiony w 1842 z miejscowości Vang w Norwegii. Z racji że sami jesteśmy ewangelikami wybraliśmy się na niedzielne nabożeństwo, omijając tym samym kolejkę zwiedzających.

zapora na Łomnicy

Świątynia Wang

Po nieco męczącym chodzeniu po górach warto skorzystać z atrakcji jakie daje nam park wodny Tropikana, znajdujący się w Hotelu Gołębiewski. Niestety, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu park przyjmuje tylko gotówkę, a hotel z czterema gwiazdkami ma tylko jeden bankomat, który jest nieczynny… Dlatego jeśli będziecie się wybierać nie zapomnijcie zabrać gotówki!

Noclegi.

Karpacz to miejsce przedziwne pod względem bazy noclegowej. Ceny za nocleg wahają się od 35zł (nieco dalej od centrum), 50zł (w centrum) po nawet 200-300zł (w centrum) od osoby za dobę bez śniadania. Miasteczko pełne jest obiektów z tabliczkami „NA SPRZEDAŻ” w lepszym i gorszym stanie, w ścisłym centrum i poza nim.

My wybraliśmy stosunkowo tanią Willę ABC. Rezerwację zrobiłam przez Booking.com. Kameralne miejsce, prowadzone przez rodzinę mieszkającą na parterze, blisko centrum, praktycznie naprzeciwko zapory na Łomnicy. W Willi panuje typowo domowa atmosfera.

Pokoje są przytulne, raczej w „babcinym stylu”, jednak uważam że stosunek jakości do ceny jest w porządku. W pokoju znajduje się podstawowe wyposażenie (łóżko, stół, fotele, szafa, TV), mamy jednak możliwość korzystania z ogólnodostępnej kuchni, gdzie spotykamy się z innymi gośćmi zwykle przygotowując sobie śniadanie (jajecznica rządzi!). Dlatego jeśli szukacie taniego noclegu (50zł od osoby za dobę) i nie zależy Wam na luksusach, to szczerze polecam.

willa ABC karpacz

Kuchnia.

Szczerze mówiąc dawno się tak nie zawiodłam… Restauratorzy w Karpaczu i okolicach (o tym w kolejnym poście z Zamku Książ) powinni uczyć się od nas Ślązaków, jak się gotuje i obsługuje gości w restauracji. Kłamstwo jest tutaj na porządku dziennym, zresztą wystarczy przejrzeć opinie o restauracjach na mapach Google czy Tripadvisor.

Zwykle, gdy gdzieś wyjeżdżamy jestem zachwycona kuchnią, niestety tym razem albo miałam pecha, albo tak po prostu jest w Karpaczu.

Wiszące Tarasy.

Pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy to restauracja Wiszące Tarasy (polecana przez rodziców jako miejsce z ładnym widokiem, ocena w internecie 4+). Widok faktycznie ładny, ale gdy nie ma miejsca na tarasie, albo wieje tak, że nie masz ochoty marznąć siadasz w środku, gdzie słychać wszystkie rozmowy kelnerów, również te nie na miejscu…

Jedzenie dobre, ale przydałoby mu się jeszcze kilka minut, bo jeśli polędwiczka drobiowa jest na wpół surowa to coś jest nie tak. Czas oczekiwania spokojnie mógłby być nieco dłuższy. Ceny stosunkowo wysokie, większość dań obiadowych to koszt ok. 30zł.

Obsługa – miła, ale robi coś czego nie powinna. Nic mnie tak nie wkurza jak to, gdy piję sobie spokojnie piwo i powoli kończąc zostawiam ostatni łyk, a kelner nie pytając czy może zabrać szklankę wsadza w nią paluchy i mówi, że on to już zabierze. Nie pyta czy mamy ochotę na coś jeszcze, a może chciałam jeszcze deser? Cóż tego się już nie dowiemy.

Restauracja Waldi.

Kolejnym miejscem była Restauracja Waldi, miejsce z ciekawymi meblami. Zapowiadało się interesująco. Wybraliśmy się do tej restauracji tylko dlatego, że już nie chciało nam się dalej iść, a było to po naszej wyprawie na Śnieżkę i niestety żałujemy. Zdecydowaliśmy się na obiad dnia: kotlet schabowy, surówka i ziemniaki. Cena 15zł. Jak na obiad dnia cena właściwie taka jak wszędzie, a nawet wyższa niż na śląsku cieszyńskim, gdzie zawsze najesz się do syta.

Niestety u Waldiego schabowy wyklepany na maksa, nie wiem czy miał ze 2 mm. Z jednej strony panierka grubsza niż mięso. Surówka smaczna ale bardzo malutko, jedynie ziemniaczkami się najedliśmy, bo były delikatnie okraszone tłuszczem. Jak człowiek jest głodny to zje wszystko, ale czasami nie warto…

Restauracja Bachus.

Ostatnim słabym punktem, który odwiedziliśmy w Karpaczu była Restauracja Bachus, mieszcząca się w na przeciwko lipy będącej pomnikiem przyrody, pod którą kiedyś odbywał się sąd. Lubię miejsca prowadzone przez całe rodziny z miłością i domowym klimatem, niestety tym razem trochę nie wyszło.
Sobotni wieczór, lokal zaprasza na transmisję meczu Polska – Rumunia i nie ma na zmianie kucharza, a więc połowa menu jest niedostępna.

Pani właścicielka uwija się w kuchni, na barze i na sali, jest miła, choć podwójna porcja frytek którą zamówiliśmy na 100% nie miała 300g. Ceny stosunkowo średnie. W porze obiadowej chyba najlepiej wybrać zestaw obiadowy, ale wieczorem właściwie nie ma tam co zjeść, skoro pizza jest niedostępna. Na plus spory wybór piwa. Miejsce jest historyczne, szkoda że się marnuje.

centrum karpacza

To by było na tyle. Wracając z Karpacza odwiedziliśmy Zamek Książ, ale o tym już w jednym z kolejnych postów.

POLUB MNIE NA:

Facebook / Instagram / Twitter

  • Świetny, bardzo rzetelny wpis oraz piękne zdjęcia, a także widoki na nich. Lubię wycieczki górskie, więc to coś dla mnie. :) Co do restauracji, to chyba pani Magda Gessler nie odwiedziła jeszcze Karpacza. ;)