Relacja z wyjazdu na Berlin Fashion Week

Tak, jak obiecywałam dziś podzielę się z Wami moją relacją z wyjazdu do Berlina. Wszystko właściwie zaczęło się od zaproszenia, które otrzymaliśmy razem z Mr K. od agencji Silver Moon. Oferta wyjazdu szkoleniowego dla jak to ładnie ujęto polskich kreatorów mody, którą nam przedstawiono była pięknie opakowana i zdecydowanie zachęcała do skorzystania z niej. Koszty też nie były wygórowane, patrząc na to, iż w cenie był przewodnik, bilety obejmujące podróż ze Szczecina do Berlina oraz transport metrem.

My na Berlin Fashion WeekWedług oferty mieliśmy wybrać się na 4 oddzielne wydarzenia (Green Showroom, Moda etniczna, Moda dla młodzieży, Moda ekskluzywna), dowiedzieć się jak skutecznie składać aplikacje na wybrane eventy Berlin Fashion Week oraz otrzymać reportaż zdjęciowy. Niestety od samego początku coś szło nie tak.
Ze względu na mało zgrane pociągi i to, że nasz przewodnik jak sam powiedział nieudolnie się tłumacząc cyt. „wczoraj zabalowałem” nie dotarł do Szczecina z naszymi biletami, musieliśmy jechać na gapę i tłumaczyć się przed panią konduktor, która jak na złość ani be, ani me po polsku ;) i tym samym nie zdążyliśmy na pociąg do Berlina. Jednym słowem równie dobrze mogliśmy pospać dłużej po ciężkiej prawie 12 – godzinnej podróży z samego południa Polski, a nie zwlekać się o 7 rano z łóżka, by później jeszcze czekać kolejną godzinę na pociąg  w Angermünde.
Po dotarciu do Berlina mieliśmy już ponad godzinne opóźnienie w związku z powyższym mimo naszych oczekiwań przewodnik postanowił najpierw zabrać nas na zwiedzanie miasta, a później dopiero udaliśmy się w kierunku największego i najbardziej okazałego eventu pod nazwą PREMIUM.
Oprócz tej propozycji powinniśmy jeszcze zobaczyć trzy inne miejsca, niestety zamiast o 11 byliśmy na miejscu o 13. Jak się później okazało showroomy były otwarte tylko do 18, a więc po 4 h spędzonych w jednym z nich nie mieliśmy już nawet po co iść w inne miejsce, bo pocałowalibyśmy klamkę.
Ps. Poniżej oczywiście znajdziecie resztę relacji, zamieszczam również kilka zdjęć. Cóż, gdybym wiedziała że obiecanego reportażu nie będzie to na pewno zrobiłabym ich więcej…
 

POLUB MNIE NA:

Facebook / Instagram / Twitter

Samo miejsce, w którym mieściło się wspomniane wcześniej premium było naprawdę ciekawe, nie wyglądało jak showroom na polskim Fashion Philosophy. Siedem potężnych hal wypełnionych stoiskami światowych marek, najnowsze kolekcje, unikalne projekty i wspaniali ludzie. Każda marka chce pokazać się z jak najlepszej strony, wyróżnić się swoimi produktami, ale przede wszystkim przyciągnąć kupców, którzy podejmą z nimi współpracę. Jeśli ktoś z Was był na polskim tygodniu mody i wstąpił do Łódzkiego showroomu to wie, że głównym odbiorcą jest tam klient indywidualny, rzadko spotkamy tam kupców z Polski, nie wspominając już o przedstawicielach innych państw.

 showroom na Berlin Fashion Week
Osoby zaproszone na MBFWB nie biegają od stoiska do stoiska zbierając wizytówki i pstrykając zdjęcia, tutaj większość osób nie pozwala na takie zachowanie, obowiązują pewne zasady. Najważniejsza jest wspólna interakcja potencjalnych kupców z przedstawicielami marek i na tym skupiają się przybywający tam ludzie. Oczywiście oprócz samych targów jest miejsce na wzajemne celebrowanie i smakowanie niemieckich przysmaków, których grzech nie spróbować … no chyba, że ktoś nie lubi kiełbasek.
Tak, jak już wcześniej wspomniałam oprócz premium nie mieliśmy już okazji zobaczyć nic więcej ponieważ mimo próśb dziewczyn o wcześniejsze wyjście nasz przewodnik się nie zgodził i twardo trzymał się godziny 17, zmęczeni i mimo wszystko nieco znudzeni pobytem w jednym miejscu wróciliśmy wcześniej niż planowano do Szczecina. Na miejscu niestety okazało się że naszych biletów powrotnych nie da się przebukować i tym samym gdybyśmy wiedzieli, że tak to wszystko będzie wyglądało w Bielsku-Białej bylibyśmy już ok. 10 rano, a nie o 16 ze względu na przymusową przesiadkę w Warszawie.
Podsumowując cały pobyt, mimo wszystko fajnie się bawiłam, lubię podróżować i zwiedzać nowe miejsca poznając tym samym ciekawych ludzi w tym min. Sandrę, Patrycję, Paulinę, Agnieszkę, Magdę i Lucynę. Natomiast strasznie nie lubię braku profesjonalizmu i niespełnionych obietnic. Do Berlina na pewno wrócę jeszcze nie raz, ale nie z agencją, która organizowała ten wyjazd. Nie będę jej polecać i myślę, że jeśli przeczytaliście uważnie mój post zrozumiecie dlaczego. Mr K. był nieco bardziej emocjonalnie nastawiony do sprawy i przy okazji dostało się mu za rzekome obelgi rzucone w stronę firmy, nie przewidziano jednak, że mało popularny bloger dzięki takim zabiegom jednego dnia podniesie swoje statystki o 1000%.