See Bloggers oczami szafiarki

Dokładnie tydzień temu wróciłam z największej blogerskiej imprezy w Polsce – See Bloggers, która już po raz trzeci odbyła się w Gdyni. Tym razem organizatorzy postanowili zadbać nie tylko o aspekty techniczne czy marketingowe, ale również dać uczestnikom możliwość rozwijania swoich pasji.
Nie zabrakło warsztatów kulinarnych czy kosmetycznych. Blogerzy mogli również doszlifować swój warsztat fotograficzny. Nieco gorzej natomiast wypadła strefa związana z modą i podróżami, a pech chciał że właśnie tam znalazłam właściwie jedyne wolne miejsca. Na szczęście dla mnie, choć pewnie nie dla organizatorów na miejscu okazało się, że spora część uczestników nie przyjechała w ogóle do Gdyni i dzięki temu miałam możliwość korzystać również z warsztatów, na które nie byłam wcześniej zapisana.
see bloggers
Moja wyprawa na See Bloggers rozpoczęła się właściwie już w Katowicach, gdzie spotkałam Anię i jej męża, razem dotarliśmy do Gdańska około 10 rano, gdzie czekałam na dziewczyny jadące z Częstochowy. Nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała się na krótki spacer i kawę do jednej z popularnych cukierni niedaleko dworca, dwie godzinki zleciały w mgnieniu oka, więc po przyjeździe Pauliny i Sylwii czym prędzej złapałyśmy szybką kolej miejską w stronę Wejherowa, oczywiście stałyśmy po złej stronie peronu, ale na szczęście moją walizkę na schodach szybko złapał jakiś miły Pan, więc miałam nieco lżej.
Po dotarciu na miejsce naszego noclegu wszystkie miałyśmy ochotę na chwilę odpoczynku, jednak szkoda nam było dnia, więc tylko nieco się odświeżyłyśmy i pojechałyśmy jak na prawdziwe szafiarki przystało przejrzeć kończące się wyprzedaże w Galerii Bałtyckiej, wieczorem natomiast spacerkiem wybrałyśmy się na plażę i do centrum Gdyni na smaczną rybkę.
Na zdjęciach możecie zauważyć jeszcze kilka osób. Oprócz Ani, Pauliny i Sylwii na See Bloggers spotkałam również Emilię i Agatę, z którymi znałam się już wcześniej, a także Kasię, którą kojarzyłam głównie z profilu na Instagramie, szkoda że nie z wszystkimi dało się pogadać i porobić zdjęcia, może następnym razem. Drugi i trzeci dzień był już tak intensywny i zagmatwany, że ciężko go relacjonować, natomiast poniższe zdjęcia zrobiłam właśnie w niedzielę na koniec naszego pobytu nad morzem.
Patrząc z perspektywy czasu oraz mając porównanie do zimowej edycji, śmiało mogę stwierdzić iż pomysł z podziałem na strefy jest świetny, choć sam harmonogram godzinowy mógłby być bardziej trafiony, ponieważ ciężko było chociażby skonsumować cokolwiek w ciągu 15 minut gdy kolejka do jedynego baru znajdującego się w strefie See Bloggers jest długa na pięćdziesiąt osób. I tym sposobem przejdę do kilku minusów, zresztą zobaczcie sami.

Minusy

Zacznijmy więc od tego wspomnianego wcześniej jedzenia. Szkoda, że nie było chociażby więcej food-traków, ponieważ w okolicy ciężko dostać cokolwiek ciepłego, co nadawało by się do zjedzenia. Oprócz braku możliwości posilenia się w sposób przyzwoity mam jeszcze kilka uwag.
Po pierwsze, brak nazw blogów na identyfikatorach, po drugie warsztaty nie będące warsztatami tylko wykładami w dodatku nie zawsze trafionymi, tak jak np. sobotnie warsztaty w grupie travel – „Z małym portfelem przez świat! Miejsce na nogi też się znajdzie :)”, prowadzone przez Pana z PKP Intercity. No cóż w ciągu 20 minut dowiedziałam się jedynie, że warto podróżować PKP Intercity i kupować bilety miesiąc wcześniej.
Stojąc natomiast w tej długiej, wspomnianej wcześniej kolejce po której i tak przy kasie okazało się, że nie ma już prawie nic do jedzenia i mamy czekać jeszcze 15 minut słyszałam również niepochlebne opinie o warsztatach Burda, na których akurat ja świetnie się bawiłam. Niestety dziewczyny miały rację mówiąc że nazwa warsztatu zatytułowanego: „Dawne rzemiosła współczesnymi pasjami” wskazywała na coś innego niż wycinanie wykrojów z jednego z numerów magazynu.

Plusy

Warsztaty kosmetyczne, na których zawsze było pełno, a prowadzące były świetnie przygotowane i próbowały zainteresować nas nie tylko kosmetykami, ale także wykonywanym na bieżąco makijażem, a także wspomniany wcześniej podział na strefy.

Lokalizacja jest świetna, wszędzie jest blisko, dużo miejsc noclegowych w pobliżu i przestronny obiekt zapewniają bardzo dobre warunki do tego, by zorganizować naprawdę udany event. Ludzie, jak zwykle zresztą potwierdzę fakt, iż do Gdyni jadę spotkać się z innymi blogerami, choć wciąż brakuje mi jednego dnia na głębszą integrację. No i na koniec oczywiście impreza sponsorowana przez markę Grant’s.

Tym razem tematem przewodnim było hasło „Hawana Night”, fajnie że dużo osób wzięło go sobie do serca i przebrało się wyjątkowo na tą okazję i choć niektórzy chyba pomylili kubańską Hawanę z Hawajami obraz wystylizowanych blogerów bardzo cieszył moje oko. Oczywiście mogłabym się przyczepić do małej ilości leżaków, braku miejsca na postawienie szklaneczki whisky, czego efektem było rozbite szkło pod naszymi nogami, ale po co, całe szczęście że pogoda tego dnia dopisała, bo w razie deszczu mogłoby nie być zbyt przyjemnie, przecież wszyscy byśmy się w środku nie zmieścili…

Termin następnej edycji już wyznaczony. Czy się wybiorę? Jeszcze nie wiem, ale jeśli Wy blogujecie i jeszcze nie byliście na tego typu wydarzeniu, to mimo wszystko polecam!

POLUB MNIE NA:

Facebook / Instagram / Twitter