Najlepsze postanowienie noworoczne, to brak postanowień.

Postanowienie noworoczne.

Dzisiejszy post będzie nieco melancholijny, jednak mam nadzieję, że Was tym nie zrażę. Pod koniec każdego roku i na początku nowego, masa ludzi snuje ambitne plany na przyszłość. Choć słowo plany, to w większości przypadków zdecydowanie zbyt wiele powiedziane. Wymyślamy coraz to nowe postanowienia, mimo iż wiele z nich pojawiło się już dobre kilka lat temu w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Spory wpływ na tego rodzaju przemyślenia mają nasi bliscy, choć często nie zdają sobie z tego sprawy np. składając nam życzenia.

Jeśli jesteś singlem, pewnie nieraz podczas wigilijnych spotkań życzono Ci drugiej połówki, a Ty o ile takie są Twoje preferencje życiowe wraz z nadejściem stycznia obiecujesz sobie, że w tym roku znajdziesz miłość.

Sorry, to tak nie działa. Jeśli chcesz z kimś być na poważnie musisz spełnić wiele warunków, zaczynając od własnego podejścia do siebie i otoczenia… no i oczywiście trafić na odpowiedni moment…

postanowienie noworoczne

Zostawmy jednak sprawy damsko-męskie i sprawdźmy jak idzie Wam realizacja postanowień związanych z poprawą sylwetki, aktywnością itp.

Z życia wzięte…

Wybrałam się ostatnio na basen, karnet kupiłam już na początku grudnia, ale o tym dlaczego opowiem Wam za chwilę. Był poniedziałkowy wieczór, półtorej godziny do zamknięcia. Przez cały grudzień było pusto o tej porze, więc nie myśląc zbyt długo wybrałam się po raz kolejny, tyle że w styczniu. Na basenie tłum jak nigdy, na saunie pełno, jacuzzi zajęte.. myślę sobie „o co chodzi??” i dopiero do mnie dotarło… postanowienia noworoczne czas start.

„Będę aktywny”, „kupię karnet na siłownię” – jeszcze trzeba się na nią wybrać…, „będę się zdrowo odżywiał” itp. itd. Oczywiście, nie mówię że jest w tym coś złego, ale od samego gdybania nic się nie zmieni w Twoim życiu.

Fotka na Instagramie z  siłowni nie sprawi że będziesz miała lepszy tyłek, a kupione zapasy zdrowej żywności nie ozdrowią nagle Twojego organizmu, dopóki oczywiście nie wykorzystasz ich w swojej kuchni, adekwatnie do przeznaczenia.

Postaw na rozwój.

W którąkolwiek ze stron byś nie podążał, zawsze zaczynasz od miejsca, w którym jesteś. Mimo iż miejsce to często bywa postrzegane jako problem sam w sobie, jednocześnie jest przestrzenią wypełnioną Twoimi umiejętnościami i posiadanymi przez Ciebie zasobami.

Zrób bilans tego, co posiadasz: kompetencji, doświadczeń i kontaktów, ewentualnie także środków materialnych. Sytuacja, w której nie miałbyś co najmniej kilku możliwości do wykorzystania jest niemal niemożliwa.

To wyuczony w nas niezdrowy nawyk skupiania się na brakach powoduje, że ciężko jest ruszyć z miejsca. Czasami, aby spełnić swoje marzenia, trzeba po prostu z tych marzeń zrezygnować. Najważniejsze to wyłączyć myślenie życzeniowe („fajnie by było, gdyby…”), które pozostawia nas w sferze wyobraźni.

Dlatego, trzeba włączyć rzeczywistość, bo to co tu i teraz dopiero pozwoli nam zobaczyć, że realizacja naszych planów jest możliwa, a czasem nawet łatwa do wykonania. Działanie tu i teraz jest fundamentem dokonania zmiany, a metoda małych, lecz konkretnych kroków pomaga nam zmniejszyć obawy przed wdrażaniem tej zmiany.

Zachęcam Was do planowania i realizacji celów małymi krokami, a Wasze wielkie marzenia zamienione w cel na pewno zostaną zrealizowane.

Dlaczego nie wymyślam postanowień noworocznych?

W tym roku koniec z postanowieniami, które i tak nigdy się nie spełniają. Stawiam na realizację i działanie. Dlatego w październiku zapisałam się na kurs masażu i go realizuję, nie opuszczając żadnych zajęć, mimo iż nie wiem czy wykorzystam to w przyszłości. Po prostu miałam kiedyś takie postanowienie i przerobiłam je na cel, który realizuję.

Kolejny cel to poprawa sylwetki, również go realizuję. Od grudnia zapisałam się na basen, kupiłam karnet i chodzę regularnie, nawet kilka razy w tygodniu. Do tego zabiegi na ciało, masaże, sauna i zdrowa dieta. Oczywiście nie ograniczam się w 100%, bo uważam że wcale nie musimy być najlepsi w realizacji swoich celów, w końcu to, czy się nam powiedzie zależy wyłącznie od nas.

Następny cel, to nie stresować się. Bardzo trudny do osiągnięcia, zwłaszcza gdy ma się stresującą pracę. Jednak zauważyłam, że od kiedy jestem bardziej asertywna, stawiam na swoim, ale robię to mniej emocjonalnie i z uśmiechem na twarzy, to ludzie też zmieniają swoje podejście i jakoś tak łagodnieją…

Ponadto, wierzę że dobro do nas wraca, podobnie jak złe emocje, które w końcu muszą znaleźć swoje ujście. Zdecydowanie lepiej wrzucić na luz i nie wciągać się w niepotrzebne dyskusje dotyczące tematów, które były wałkowane milion razy. Za kierownicą również stosuję tę zasadę, nie warto wyniszczać się od środka, skoro nasza frustracja i tak nie sprawi, że jakiś kierowca pojedzie szybciej, czy poprawnie wykona konkretny manewr.

Mam jeszcze kilka celów, ale na razie jestem na etapie pierwszym patrząc przez pryzmat metody 7 kroków. Swoją drogą ciekawa jestem, czy ktoś z Was ją kiedyś stosował i czy nadal się sprawdza. W końcu od zakończenia moich studiów minęło już sporo czasu…

Tymczasem, zostawiam Was z przemyśleniami, czy warto, czy nie warto bawić się w postanowienia noworoczne, a sama zbieram się na kolejną lekcję masażu. Do usłyszenia wkrótce!