Nasz wielki dzień! – fotorelacja

Jak wyglądał nasz wielki dzień?

Przygotowania do ślubu rozpoczęły się z samego rana. Pobudka, strojenie domu, fryzjer, makijażystka, a następnie wiązanie sukni ślubnej, przy którym pomagała mi niezastąpiona tego dnia mama i siostra.

Jarek miał zdecydowanie trudniej. Musiał wstać wcześniej, pojechać do kwiaciarni na strojenie samochodu no i dotrzeć do Ustronia na ustaloną godzinę. Trasa przejazdu z jego domu do mojego zajmuje ponad 40 minut, o ile nie ma się przypiętych dekoracji na masce samochodu…

Po dotarciu na miejsce tradycyjnie rozpoczęły się tzw. wykupiny. Pewnie nie wszędzie się to praktykuje, a sporo osób w ogóle rezygnuje z tego etapu, my jednak postawiliśmy na tradycję.

Nasz wielki dzień

Na czym polegają wykupiny?

Jest to stary zwyczaj, związany z tradycją wnoszenia do związku małżeńskiego posagu oraz „zapłaty” za wydanie dziewczyny przyszłemu mężowi. W związku z tym nie można przyjechać z gołymi rękoma.

Utrudnieniem dla pana młodego może okazać się również dodatkowa panna mieszkająca pod tym adresem, lub po prostu druhna/pióreczko, które przyprowadza się na początku.

Oczywiście taka rola to nie tylko przywilej ale i obowiązek, zwykle dziewczynka mówi jakiś wierszyk, za który później uzyskuje małe co nieco.

Czym wykupuje się pannę młodą? 

U nas pojawiły się grosiki, słodycze, bukiet, duży plik banknotów, który niewątpliwie przydał się podczas zapłaty za wszystkie dodatkowe usługi rozliczane w dniu wesela, ;) Na koniec dostałam także wybrany wcześniej komplet biżuterii, pasujący do sukni ślubnej, kupiony oczywiście przez pana młodego.

Jak widać, wszystko jest poniekąd wcześniej zaplanowane. Oczywiście kiedyś tak nie było, ale kwestia posagu nieco się zmieniła na przełomie lat, podobnie jak to, że wesele często młodzi organizują sobie sami.

wielki dzień - wykupiny Nasz wielki dzień 2

Kolejny etap – błogosławieństwo, podróż do kościoła.

Po wykupinach wszyscy razem zebraliśmy się w kręgu najbliższych i zgodnie z tradycją przyjęliśmy błogosławieństwo od rodziców i rodziców chrzestnych.

Następnie, już wspólnie pojechaliśmy do kościoła. Po drodze mijaliśmy jeszcze tzw. szlogi / bramy w związku z tym u nas trzeba mieć przygotowane drobne pieniądze i wódkę dla przebierańców.

Ceremonia ślubna w kościele.

Nasz wielki dzień odbył się 31 maja 2018 roku, a więc w Boże Ciało, jednak nie było to dla nas żadną przeszkodą. Ze względu na wyznanie, ślub odbył się w Kościele Jakuba Starszego w Ustroniu.

Oprócz tradycyjnego porządku kościelnego w przypadku ceremonii ślubnej zaproszeni goście otrzymali specjalne programy przygotowane przez naszego świadka. Natomiast w przerwach pomiędzy poszczególnymi etapami ceremonii czas umilała wszystkim utalentowana skrzypaczka, dzięki której niesamowicie się wzruszyłam już od samego początku. 

nasz wielki dzień - mini sesja

Życzenia, powitanie chlebem i solą.

Po uroczystości w kościele czekała na nas kolejna atrakcja. Zdecydowaliśmy się wynająć Pana, który posiada 12 białych gołębi. Sami wypuściliśmy dwa, trzymając je w dłoniach, a później kolejne 10, znajdujące się w wiklinowym koszu. 

Następnie goście złożyli nam życzenia i wykonaliśmy zdjęcie grupowe pod kościołem. 

Po kościele udaliśmy się na przyjęcie weselne do oddalonej o około 30 km restauracji, gdzie zostaliśmy przywitani chlebem i solą przez obsługę lokalu.

Na terenie kompleksu wykonaliśmy również wspólne zdjęcia z naszymi gośćmi, a także mini sesję zdjęciową.

O dekorację sali zadbała obsługa lokalu. Natomiast, tak jak już wcześniej wspomniałam sporo rzeczy wykonaliśmy również sami. O tym jednak napiszę Wam w kolejnym poście, gdzie pojawią się wszystkie szczegóły i namiary na firmy z usług których skorzystaliśmy i które Wam polecam.

Hej Wesele!

Około godziny 16:00 rozpoczęła się nasza impreza weselna. Na początek wspólny toast szampanem, później obiad, tort, pierwszy taniec. A następnie zimna płyta, wspólne tańce, rozmowy z gośćmi i kilka luźnych zabaw z DJ-em.

W międzyczasie nasi bliscy wpisywali się do księgi gości i robili sobie zdjęcia starym aparatem. Niestety do tej pory nie wywołaliśmy filmów z aparatu, ponieważ jeden jeszcze jest niewykończony i przyda się po narodzinach Zuzi.

Nie ma to jak zdjęcia z zaskoczenia… zwłaszcza w czasach gdy rządzi moda na idealny wygląd, a zdjęcia bez retuszu to ewenement. 

Zdecydowaliśmy się na trzy gorące kolacje, a wśród nich znalazła się tradycyjna beskidzka, płonąca kita z kapustą i pieczonymi ziemniakami.

W związku z tym nie mogło zabraknąć także kapeli góralskiej, będącej jednocześnie niespodzianką dla rodziców i rodziców chrzestnych, którym wspólnie podziękowaliśmy za trud włożony w nasze wychowanie. 

wielki dzień - ślub

Oczepiny i zabawa do białego rana.

Z wybiciem godziny 00:00 przyszła pora na oczepiny. To był ostatni sprawdzian dla naszych świadków, po którym mogli już wyluzować i podobnie jak my bawić się w najlepsze do białego rana. 

Nasze oczepiny nie były tak oczywiste, jak w przypadku większości wesel na których byłam. Wymyśliłam sobie patent z wstążkami przywiązanymi do bukietu trzymanymi przez niezamężne dziewczyny.

Tak więc, odcinałam je z zasłoniętymi oczami, do momentu aż na parkiecie została już tylko jedna panna. We wszystkim pomagała mi świadkowa, a mój mąż pomagał lub przeszkadzał w wyborze odpowiedniej wstążki.

Wybór nowego młodego był już zdecydowanie bardziej klasyczny. Najpierw musiałam zawalczyć o muchę, której bronili kawalerowie, a następnie tańcząc w kółeczku chłopcy podawali sobie muchę młodego, aż zatrzymał on muzykę.

Chłopak, który w tym momencie posiadał element pożądania został nowym panem młodym i mógł zatańczyć z wybraną wcześniej dziewczyną. 

Co ciekawe, na wielu weselach widziałam że takie oczepiny są z góry ustalone, zwłaszcza gdy wiadomo że wybrana dziewczyna posiada partnera i w dodatku jest z nim na owej imprezie. U nas było zupełnie inaczej ;).

Po oczepinach, zostały nam  już tylko podziękowania dla świadków, oraz rozpalenie zimnych ogni, czyli naszych iskierek miłości.

Pomysł był świetny i zwykle fantastycznie wychodzi na zdjęciach, ale u nas niestety nie do końca się sprawdził. Przez późną porę właściwie nie mamy żadnego ładnego zdjęcia pokazującego tę atrakcję. Gdybym miała jeszcze raz ją planować, to zdecydowanie wybrałabym wcześniejszą godzinę. 

Bawiliśmy się do 4:00 rano, choć zarzekałam się że nie dam rady i pójdę spać o 2:00. Co ciekawe, im późniejsza godzina była, tym szybciej czas uciekał… 

Na szczęście, kolejnego dnia organizowaliśmy tylko poprawiny w ogrodzie u rodziców Jarka. Była to impreza totalnie na luzie, więc zarwana noc nie była dla nas męcząca. Jak teraz o tym myślę, to chciałabym przeżyć to jeszcze raz. Oczywiście wyłącznie z tym samym facetem!!! ;) 

Teledysk Ania i Jarek from MR Records on Vimeo.

W kolejnym wpisie podzielę się z Wami szczegółami dotyczącymi współpracy z firmami, na które się zdecydowaliśmy.

Podsumuję również koszty naszego wesela.

Mam nadzieję, że przyda Wam się taka rozpiska przy planowaniu Waszego Wielkiego Dnia!

POLUB MNIE NA:

Facebook / Instagram / Twitter

Zdjęcia – Photo Arte